sobota, 9 marca 2013

Rozdział 4.


Zatłoczona kawiarnia, to najbezpieczniejszy teren na jaki mogę się zdecydować. Ubrana w luźną, białą sukienkę próbowałam usilnie ukryć swój lekko zaokrąglony brzuch. Trochę wzrostu dodawały mi kremowe szpilki, które rytmicznie dudniły, gdy przechodziłam przez kawiarnie. Usiadłam przy właściwym stoliku i zamówiłam kawę obracając nerwowo w dłoniach swój telefon.
Po chwili uniosłam wzrok znad stolika słysząc głos, za którym w jakiś przedziwny sposób zatęskniłam. Widząc go w całej okazałości uśmiechnęłam się szepcząc słowa powitania
-Bardzo przeskrobałam Alanie?- zapytałam wstając i wymieniając z nim długi uścisk.
-Tak, ale to był pierwszy i ostatni raz, kochanie.
-Mówisz jakbyś mnie nie znał.
Rozbawiona przewróciłam oczami i usiadłam na miejscu wyślizgując się z jego silnych i mocnych ramion. Jego obecność działała kojąco, a mój wyjazd tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że czasem nie warto żądać zbyt wiele. Spojrzałam mu w oczy i westchnęłam głęboko, wiedząc dokładnie co chcę mu powiedzieć.
-Przepraszam, że tak zniknęłam musiałam przemyśleć wiele spraw, które przytłoczyły mnie. – zrobiłam krótką przerwę i uśmiechnęłam się szerzej widząc lekką niepewność w jego spojrzeniu – Dziś już wiem i jestem pewna... Ten ślub to najlepsze wyjście.
*****
Nigdy nie było tak delikatnie, może właśnie to lubiłam, ale tym razem... Nie myślałam wcale o Alanie, przed oczami jawiła mi się postać o brązowych oczach i tym seksownym uśmieszku na jego ustach.
Leżąc w łóżku i uspokajając oddech spojrzałam na Alana stojącego przy oknie i palącego cygaro,  jak gdyby nigdy nic. Reguła. Rutyna. Okryłam się pościelą i jęknęłam cicho czując lekki ból w okolicy podbrzusza. Skuliłam się, ale on nawet nie zwrócił na mnie uwagi, pogrążony we własnych myślach. Pogłaskałam się dłonią po moim brzuchu delikatnie.. opuszkami palców, jakby pod skórą kryło się coś nie z tej ziemi. Kruchość istnienia, jak powiedziała mi kiedyś moja własna matka. Zapominając całkowicie o bólu, który odczuwałam, położyłam całą dłoń na brzuchu i przymknęłam powieki. Wiedziałam, że to za wcześnie by go poczuć, ale sama świadomość tego, że noszę pod sercem swój mały skarb, całkowicie bezbronny.. rozczuliło mnie.  Tą niesamowicie magiczną mgiełkę przebił gwałtownie głos Alana, który nie wiedząc kiedy wrócił na łóżko i pochylając się nade mną powiedział z wyrzutem wyraźnie wyczuwalnym w jego głosie.
-Byłaś dziś inna... mniej drapieżna.. obojętna.
Skrzywiłam się słysząc te słowa, patrząc mu w oczy powoli oblizałam dolną wargę ust.
-Jestem w ciąży, teraz wszystko jest inne. Pogódź się z tym ..
Westchnęłam i wymknęłam się z łóżka czując wzrastającą we mnie irytację. Dopiero gdy znalazłam się w łazience, a gniew i rozżalenie zaczęły robić swoje. Poczułam drugą falę bólu. Skuliłam się na zimnej posadce łazienki i starając się oddychać głęboko spojrzałam na swój pierścionek zaręczynowy, który po raz pierwszy tak ciążył mi na sercu.
****

-Beth, tak jestem pewna, że wszystko już gra. Ból minął, nie masz się o co martwić siostrzyczko.
Mówiłam spokojnym głosem do telefonu obserwują z fotela krzątającego się przed wyjściem Alana. Po raz kolejny uspokoiłam młodszą siostrę i pożegnałam się odkładając telefon na stolik. Wciąż jeszcze nie czułam się najlepiej, ale jak zwykle zacisnęłam usta próbując to ukryć.
-O której wrócisz?
Zapytałam cicho wiedząc, że i tak mnie usłyszy.
-Późno.. powinnaś iść do Klubu, potańczyć. Rozerwiesz się, a przy okazji coś zarobisz, no wiesz, póki brzucha nie widać.
Przez chwilę patrzyłam na niego lekko szokowana, jednak ten stan zastąpił inny.. Podchodząc do niego syknęłam:
-Jedyny Twój problem, to narzeczona słaba w łóżku i jej brak zarobku?
Spojrzał na mnie zaskoczony i nawet nie wiem kiedy poczułam  jego dłoń na swoim policzku. Uderzył mnie. Zszokowana cofnęłam się o kilka kroków i oparłam o ścianę. Wszystko działo się zbyt szybko. W jednym momencie po moich policzkach popłynęły łzy, których nie potrafiłam powstrzymać. Opadłam na ziemię drżąc cała. Kiedy ponownie uniosłam wzrok, jego już nie było. Usłyszałam tylko huk zatrzaskujących się drzwi. Wyszedł, a ja przyłożyłam dłoń do pulsującego z bólu policzka, ale to nie on bolał najmocniej.. to moje serce.

******
przepraszam, że tak długo.. dedykuję Beci. <3