sobota, 18 maja 2013

Rozdział 6.


Pierwsze promienie słońca przebijały się przez chmury. Wstające słońce zwiastowało nadejście nowego dnia. Siedząc na dachu klubu zerknęłam na Anastazję, która obracała w swoich szczupłych palcach zapalonego papierosa. Przyglądałam się spod półprzymkniętych powiek powoli wypuszczając dym z ust.
-Powiesz mi wreszcie o kim mi opowiadasz od kilku godzin? Przecież Ty z góry skazujesz się na cierpienie, znów.. Proszę, powiedz mi..
-Ass, to nie takie proste, jeżeli wiesz, że coś jest złe od a do z, nie wchodzisz w to, prawda? Pewnie mnie nie zrozumiesz.
Szepnęłam rzucając niedopałek w dół. Westchnęłam głęboko, czując, że zachowuję się irracjonalnie. Położyłam obie dłonie niepewnie na brzuchu i starając się oddychać spokojnie, pogłaskałam się po nim. Przyjaciółka także zgasiła papierosa i spojrzała na mnie mrużąc lekko oczy przez rażące słońce.
-Co z dzieckiem.. Alanem?
-A co ma być? Przecież zapomnę, to dziecko potrzebuje ojca, potrzebuje Alana. Nie jestem egoistką, nie bój się, nie pójdę za głosem serca.
Pokręciłam energicznie głową, starając się wymazać z pamięci obrazy, które co kilka chwil pojawiały się w moich myślach. Nie bezpiecznie mąciły one każdą inną myśl, doprowadzając do marzeń niemożliwych.
-Pomyśl czasem o swoim szczęściu, Martho. Chociaż raz nie daj odebrać sobie tego, co Ci się należy.
-Dziękuję, że jesteś, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
Odszepnęłam obejmując ją i mocno przytulając.
-Kocham Cię, śnieżynko.
Usłyszałam i uśmiechnęłam się delikatnie, po czym cicho sama odpowiedziałam.
-A ja Ciebie, kruszynko.
Obie zachichotałyśmy, a ja musnęłam jej policzek ustami, wiedząc, że przyjaciółka martwi się o nią bardziej niż ktokolwiek inny.
(...)
Starając się myśleć pozytywnie, po powrocie do domu poszłam najzwyczajniej w świecie spać. Przed tym jednak przeczytałam wiadomość zostawioną mi przez Alana.
„Przepraszam za wczoraj,
mam nadzieję,
że udał Ci się popisowy numer.
Będę wieczorem.
Kocham Cię Alan”
Mimo wszystko ucieszyłam się widząc te ostatnie słowa, kochałam go, a przede wszystkim dbałam i myślałam o naszym dziecku, które potrzebowało nas oboje. Mając w głowie pewien zarys, usnęłam.
(...)
Po przebudzeniu zaczęłam wcielać w życie plan, który wymyśliłam wcześniej. Pierwsze kroki pokierowałam do kuchni, tam znalazłam wszystko czego potrzebowałam, by przygotować ulubioną sałatkę Alana. Krzątając się między półkami i blatami śpiewałam na cały głos razem z Laną del Rey. Kiedy skończyłam, uśmiechnęłam się czując dumę z tego, że wypełniłam pierwszy punkt planu. Chciałam wszystko naprawić tą kolacją, udowodnić samej sobie, że to ma jakikolwiek sens, że kocham go.. 

***
krótko, ale jutro dodam kolejny :)

środa, 8 maja 2013

Rozdział 5.


-Co Ty tu robisz?
Szepnęła Lily wciągając mnie do garderoby na tyłach Klubu Nocnego Mystery.
-Przyszłam potańczyć, przecież...
-W Twoim stanie?
-Mój klub, moje zasady..
Mruknęłam i wyrwałam się z jej uścisku podchodząc do lustra. Usiadłam przed nim i zaczęłam szykować się do występu, a w odbiciu widziałam zaciśnięte w cienką linię usta Lily. Źle ją potraktowałam, zbyt wiele jej zawdzięczam by tak się zachowywać. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam jej prosto w oczy.
-Potrzebuję dziś tego występu.. Proszę nie martw się.
Podeszłam do niej powoli i ujęłam jej dłonie w swoje.
-Jako kierownik artystyczny mogę Ci tego zabronić..
Zaczęła, ale przerwałam jej spokojnym głosem.
-Ale jako przyjaciółka mi tego nie zrobisz.
Musnęłam jej policzek ustami i weszłam za parawan by zrzucić swe codzienne ubrania i zamienić je na te sceniczne. Kiedy wróciłam Lily już nie było. Wzruszyłam tylko ramionami i przejrzałam się w lustrze by sprawdzić czy widać jeszcze siny policzek. W słabym świetle nie było widać prawie nic, lecz światła na scenie nie gwarantowały tego komfortu. Syknęłam cicho i wybiegłam z garderoby by zdążyć przed występem rozmówić się z kimś od naświetlenia. Dzisiejszy występ będzie wyjątkowy..
Pierwsze rytmy zmysłowej melodii wybrzmiały. Na scenie byłam sama, nie potrzebowałam nikogo, moje ciało było moim instrumentem, który dokładnie wiedziałam jak użyć być podziałać na zmysły publiki.
Dzięki grze światła widownia nie widziała mojej twarzy lecz tylko moje ciało. Ubrana byłam w charakterystyczny, czarny gorset bez zbędnych kokardek, który jedynie w niektórych miejscach połyskiwał dla podkreślenia mojej figury i kształtów. Wszystko dopracowane do ideału. Co do układu nie ćwiczyłam go zbyt długo, więc większość gestów i ruchów wymyślałam dopiero na scenie.
Melodia dochodziła do crescendo, z widowni słychać było oklaski uznania. Krokiem kocicy zbliżyłam się do rurki, złapałam ją pewnie rękami i zwinnie oplotłam się wokół niej nogami, powoli zsuwając się w dół, wykonując subtelne i działające na zmysły ruchy. Kiedy byłam już na samym dole światło zgasło, a występ się skończył. Wiedziałam że miło mojego stanu poszło mi znakomicie. Lekko dysząc, szybko zniknęłam za sceną.
Pierwszy podbiegł do mnie Dexter, najlepszy przyjaciel, którego bym nie poznała gdyby nie Lils. Idealnie dobrana z nich para, to była jedyna myśl która jako pierwsza pojawiła się w mojej głowie gdy widziałam ich razem. Wtulona w ramiona Dexa zaśmiałam się cicho i sapnęłam głośno ze zmęczenia.
-Comment ça va? – zapytał po francusku, a ja uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Très bien. – odpowiedziałam szybko i puściłam go chcąc jak najszybciej wrócić do garderoby i przebrać się.
Panował półmrok, więc tylko orientacyjnie wiedziałam dokąd idę. Dla pewności trzymałam się więc ściany. Pogrążona we własnych myślach pozwoliłam sobie na chwilę wyłączyć wszystko co mnie wokół otaczało. Z tej mgiełki zapomnienia wyrwały mnie położone na moich biodrach silne dłonie, które zacisnęły się i zmusiły mnie do obrócenia się przodem do nieznanego mężczyzny. Jęknęłam cicho, a zaraz potem przeżyłam coś, czego nie zapomnę do końca życia. Mężczyzna wbił mnie swoimi biodrami  w ścianę, a nadgarstki za które mnie złapał zacisnął nad moją głową. Wszystko działo się bardzo szybko. Mimo cudownego zapachu perfum połączonego z tytoniem, zadrżałam, a w głowie pojawiła się jedna myśl „zrań go i uciekaj!”. Zaraz potem moje usta złączyły się z niego, a w moich żyłach wybuchł pożar, niemożliwy do ugaszenia. Porzuciłam swe myśli o ucieczce całkowicie się zatracając.
Nie wiem ile czasu trwał pocałunek, ale z każdą chwilą stawałam się coraz bardziej uległa. Otworzyłam oczy, a on zrobił to samo. Jedyne co widziałam w ciemności to jego czekoladowe, błyszczące oczy wpatrujące się we mnie. Ponownie przeszedł mnie dreszcz, tym razem nie strachu, lecz pożądania by posmakować go jeszcze raz, o wiele mocniej, bardziej.
Słysząc rozmowy na końcu korytarza i zbliżających się do nas ludzi, on gwałtownie odsunął się zostawiając w mej dłoni małą karteczkę. Zacisnęłam na niej palce i oblizałam usta czując jeszcze na nich jego smak. On zniknął, a ja wbiegłam do garderoby. W słabym świetle odczytałam co zawiera tajemnicza karteczka. Oparłam się o drzwi i zsunęłam na ziemię szepcząc sama do siebie.
-Styles.. To nie mogłeś być Ty.

*****
Tak.. długo nie pisałam, ale jest.. Miałam nie kończyć tego opowiadania, zmieniłam zdanie. Niech się dzieje co chce.

sobota, 9 marca 2013

Rozdział 4.


Zatłoczona kawiarnia, to najbezpieczniejszy teren na jaki mogę się zdecydować. Ubrana w luźną, białą sukienkę próbowałam usilnie ukryć swój lekko zaokrąglony brzuch. Trochę wzrostu dodawały mi kremowe szpilki, które rytmicznie dudniły, gdy przechodziłam przez kawiarnie. Usiadłam przy właściwym stoliku i zamówiłam kawę obracając nerwowo w dłoniach swój telefon.
Po chwili uniosłam wzrok znad stolika słysząc głos, za którym w jakiś przedziwny sposób zatęskniłam. Widząc go w całej okazałości uśmiechnęłam się szepcząc słowa powitania
-Bardzo przeskrobałam Alanie?- zapytałam wstając i wymieniając z nim długi uścisk.
-Tak, ale to był pierwszy i ostatni raz, kochanie.
-Mówisz jakbyś mnie nie znał.
Rozbawiona przewróciłam oczami i usiadłam na miejscu wyślizgując się z jego silnych i mocnych ramion. Jego obecność działała kojąco, a mój wyjazd tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że czasem nie warto żądać zbyt wiele. Spojrzałam mu w oczy i westchnęłam głęboko, wiedząc dokładnie co chcę mu powiedzieć.
-Przepraszam, że tak zniknęłam musiałam przemyśleć wiele spraw, które przytłoczyły mnie. – zrobiłam krótką przerwę i uśmiechnęłam się szerzej widząc lekką niepewność w jego spojrzeniu – Dziś już wiem i jestem pewna... Ten ślub to najlepsze wyjście.
*****
Nigdy nie było tak delikatnie, może właśnie to lubiłam, ale tym razem... Nie myślałam wcale o Alanie, przed oczami jawiła mi się postać o brązowych oczach i tym seksownym uśmieszku na jego ustach.
Leżąc w łóżku i uspokajając oddech spojrzałam na Alana stojącego przy oknie i palącego cygaro,  jak gdyby nigdy nic. Reguła. Rutyna. Okryłam się pościelą i jęknęłam cicho czując lekki ból w okolicy podbrzusza. Skuliłam się, ale on nawet nie zwrócił na mnie uwagi, pogrążony we własnych myślach. Pogłaskałam się dłonią po moim brzuchu delikatnie.. opuszkami palców, jakby pod skórą kryło się coś nie z tej ziemi. Kruchość istnienia, jak powiedziała mi kiedyś moja własna matka. Zapominając całkowicie o bólu, który odczuwałam, położyłam całą dłoń na brzuchu i przymknęłam powieki. Wiedziałam, że to za wcześnie by go poczuć, ale sama świadomość tego, że noszę pod sercem swój mały skarb, całkowicie bezbronny.. rozczuliło mnie.  Tą niesamowicie magiczną mgiełkę przebił gwałtownie głos Alana, który nie wiedząc kiedy wrócił na łóżko i pochylając się nade mną powiedział z wyrzutem wyraźnie wyczuwalnym w jego głosie.
-Byłaś dziś inna... mniej drapieżna.. obojętna.
Skrzywiłam się słysząc te słowa, patrząc mu w oczy powoli oblizałam dolną wargę ust.
-Jestem w ciąży, teraz wszystko jest inne. Pogódź się z tym ..
Westchnęłam i wymknęłam się z łóżka czując wzrastającą we mnie irytację. Dopiero gdy znalazłam się w łazience, a gniew i rozżalenie zaczęły robić swoje. Poczułam drugą falę bólu. Skuliłam się na zimnej posadce łazienki i starając się oddychać głęboko spojrzałam na swój pierścionek zaręczynowy, który po raz pierwszy tak ciążył mi na sercu.
****

-Beth, tak jestem pewna, że wszystko już gra. Ból minął, nie masz się o co martwić siostrzyczko.
Mówiłam spokojnym głosem do telefonu obserwują z fotela krzątającego się przed wyjściem Alana. Po raz kolejny uspokoiłam młodszą siostrę i pożegnałam się odkładając telefon na stolik. Wciąż jeszcze nie czułam się najlepiej, ale jak zwykle zacisnęłam usta próbując to ukryć.
-O której wrócisz?
Zapytałam cicho wiedząc, że i tak mnie usłyszy.
-Późno.. powinnaś iść do Klubu, potańczyć. Rozerwiesz się, a przy okazji coś zarobisz, no wiesz, póki brzucha nie widać.
Przez chwilę patrzyłam na niego lekko szokowana, jednak ten stan zastąpił inny.. Podchodząc do niego syknęłam:
-Jedyny Twój problem, to narzeczona słaba w łóżku i jej brak zarobku?
Spojrzał na mnie zaskoczony i nawet nie wiem kiedy poczułam  jego dłoń na swoim policzku. Uderzył mnie. Zszokowana cofnęłam się o kilka kroków i oparłam o ścianę. Wszystko działo się zbyt szybko. W jednym momencie po moich policzkach popłynęły łzy, których nie potrafiłam powstrzymać. Opadłam na ziemię drżąc cała. Kiedy ponownie uniosłam wzrok, jego już nie było. Usłyszałam tylko huk zatrzaskujących się drzwi. Wyszedł, a ja przyłożyłam dłoń do pulsującego z bólu policzka, ale to nie on bolał najmocniej.. to moje serce.

******
przepraszam, że tak długo.. dedykuję Beci. <3

wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział 3.


-Zaufaj mi tak będzie lepiej dla Ciebie.. dla nas Martha.
-Chyba sobie żartujesz Alan..
Prychnęłam oblizując usta i przewracając teatralnie oczami szczerze rozbawiona pomysłem mojego narzeczonego.
-I co dalej? Rodzina? Dzieci? Wyobrażasz sobie mnie jako matkę?
Zalewałam go kolejną falą pytań, widząc jego zawziętą minę.
-Wspólne mieszkanie, to dobre wyjście w naszej sytuacji. Ja mam prace, Ty uczelnie. Widzimy się tyle co nic.
Westchnął patrząc na mnie błagalnym wzrokiem, a ja tylko pokręciłam głową, mając w niej tylko jedną myśl. Wyrwać się stąd, jak najszybciej.
-Muszę to przemyśleć, Ty też powinieneś Alan.
Zagryzłam wargę i zdecydowałam się na odrobinę czułości wobec niego. Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę kanapy, na której usiedliśmy. Objął mnie ramieniem i ucałował moją skroń jak to miał w zwyczaju. Westchnęłam ledwo zauważalnie i wyszeptałam.
-Źle się czuję, powinnam wracać do domu..
-Zostań, zostań ze mną.
Pokręciłam przecząco głową i musnęłam jego kącik ust. Wstając zapytałam.
-Do jutra?
-Do jutra.
Bałam się spojrzeć mu w oczy by nie zobaczyć tego zawodu w jego wzroku, który wyczuwałam na sobie. Zadrżałam, ale to dlatego, że rzeczywiście źle się poczułam. Zawroty głowy męczyły mnie od kilku dni, ale starałam się je ignorować. Byle by dojść do domu.


{...}

 

-Cholera Martha, co Ci jest?
Zapytała Ali patrząc na mnie jedzącą z uwielbieniem jedzącą obiad. Wzruszyłam ramionami i dalej „pałaszowałam”.
-Jesteś w ciąży.
Stwierdziła, a ogórek kiszony zawisnął w połowie drogi do moich ust. Prychnęłam nerwowo i pokręciłam głową.
-Nie możliwe skarbie..
Szepnęłam nerwowo i odsunęłam od siebie jedzenie z lekkim grymasem na twarzy.
-A ja to podejrzewam od dłuższego czasu, proszę.
Podała mi tekst ciążowy, a na zaśmiałam się tylko i z zawziętym wyrazem twarzy wyszłam do łazienki.
Szybko wykonałam test i siedząc na brzegu wanny.
-Już?
Usłyszałam zza drzwi głos przyjaciółki i spojrzałam na test.
Raz.. drugi. A wynik nie zmieniał się.
Był pozytywny.
Wstałam, choć nie czułam pod sobą ziemi. Spojrzałam w lustro, byłam blada jak ściana, ale chciałam zobaczyć w sobie jakieś inne zmiany. Moje spojrzenie, którym teraz na siebie patrzyłam. Puste i zagubione... krzyczące o pomoc.

Wyszłam z łazienki i bez słowa podałam Alison test mijając ją i wchodząc do salonu. Jęknęłam cicho pod nosem widząc, że w czasie gdy siedziałam w łazience nawiedził nas nie kto inny jak Styles. Syknęłam, jednak nie wycofałam się. Usiadłam naprzeciwko niego kompletnie go ignorując i szepcząc pod nosem.
-Wprost idealny moment..
Czułam jego wzrok na sobie, a moja przyjaciółka wciąż nie wchodziła. Widocznie sama przyswajała wiedzę, jak jej kochana współlokatorka właśnie zrujnowała sobie życie.
-Coś nie tak?
Usłyszałam i dopiero wtedy uniosłam na niego wzrok. Gdybym wzrokiem mogła go zabić, zrobiłabym to, miałam na to wielką ochotę.
-Zawsze pojawiasz się nie tam gdzie trzeba Styles.
Zaśmiał się tylko i zagryzł swoją dolną wargę.
-Nie wiedziałem, że znów panią spotkam. Miła niespodzianka.
Spuściłam wzrok, wiedząc że ostatnie słowa specjalnie wypowiedział z nutką sarkazmu. Widocznie nasze uczucia były do siebie podobne.
Z ulgą westchnęłam, gdy do pomieszczenia weszła Ali, złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie.
-Wyszło dziwnie, ale dziś nie mam czasu, Martha ma problem. Potrzebuje przyjaciółki, nie będziesz zły jeśli..
-Odwołamy dzisiejsze spotkanie? Rozumiem.
Dokończył za nią, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
-Czytasz mi w myślach.
Wymruczała Alison, a ja odwróciłam wzrok nie wiedząc czemu, czując ukłucie w sercu. Co to za uczucie do cholery.
-Miło było Cię znowu widzieć Martho.
Usłyszałam, ale już nie spojrzałam na niego pozwalając by wyszedł.
Chwilę później byłam już w objęciach przyjaciółki.
-Co ze mną będzie.. Jak ja powiem Alanowi?
Szeptałam czując pierwszą falę łez na policzkach.

Słysząc dzwonek do drzwi zerwałam się i muskając policzek męża podbiegłam do drzwi. Gdy je otworzyłam zobaczyłam tylko paczkę, a na niej mały liścik.

Pozdrowienia ze słonecznego Paryża. Alan”

Uśmiechnęłam się mimowolnie i wróciłam z prezentem do domu.
-Alan wreszcie przysłał coś Scottowi, tak jak obiecał.
Szepnęłam widząc zdziwiony wzrok ukochanego. On tylko skinął głową i wrócił do swoich papierów, znów tracąc kontakt z rzeczywistością.

 

****
Emm. Z dedykacją dla Karo / Soph. Dziękuję kochanie, że jesteś. Hah i dziękuję Danielowi i Zuzie, którzy dzielnie mnie dopingują. Kocham was.

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 2.


Czasem tak trudno wytłumaczyć rzeczy tak oczywiste, tym bardziej, gdy w grę wchodzą pytania dzieci. Chyba ta kwestia męczy każdego rodzica, choć czasem potrafi również doprowadzić do śmiechu, aż łzy płyną po policzkach. Więc kiedy siedzieliśmy całą rodziną przy śniadaniu prawie zakrztusiłam się sokiem, gdy syn zadał niewinne wręcz pytanie.
-Dlaczego tata od razu nie był z Tobą mamo?
-Bo wtedy tata był zakochany w innej pani. Nie wszystko się tak od razu układa Scott, ale jeżeli to przeznaczenie.. to dusze sobie zapisane w niebie w końcu złączą się tu na ziemi.
Spojrzałam na męża siedzącego obok i pod stołem delikatnie ścisnęłam jego udo, na co on odpowiedział mi uśmiechem i spojrzeniem jego czekoladowych oczu, w których się zakochałam.

Odwróciłam się tyłem do niej i zerknęłam za okno. Pogoda pozostawiała wiele do życzenia, ale tak wyglądał Londyn prawie każdego dnia. Powróciłam wzrokiem do przyjaciółki posyłając jej czuły uśmiech.
- Powinnaś się zastanowić Ali, obie wiemy jaki jest James, ale kocha Cię. Rozstanie to poważna sprawa. Zawalcz, miłość to w dużej mierze walka.
- Wiem. Tu nie chodzi o niego tak na prawdę... Tylko o mnie, pokochałam kogoś innego.
Zmarszczyłam brwi i włożyłam do ust ciastko, wiedząc że nie muszę naciskać. Ona zawsze wszystko mówiła i vice-versa.
- Pamiętasz Nathana Styles`a?
Zapytała mnie, a mnie ciastko utknęło w przełyku. Dopiero po dłuższej chwili uniosłam na nią spojrzenie mając przed oczyma spotkanie z przed paru dni, które nie dawało mi normalnie funkcjonować i spać.
- Tak, bardzo dobrze pamiętam jak mi o nim opowiadałaś.
Szepnęłam dobrze wiedząc co zaraz usłyszę. Zacisnęłam usta w linie i ugryzłam się w język starając się trzymać emocje na wodzy.
- To on, to jego pokochałam.
Usłyszałam słowa mojej najlepszej przyjaciółki, które sprawiły że poczułam się jak dusza w nie swoim ciele.
- Ali, przepraszam chyba się zasiedziałam. Alan pewnie już czeka na dole.
Tłumaczyłam pospiesznie zbierając swoje rzeczy i narzucając na siebie płaszcz.
-Wciąż umawiasz się z Salvatore`m?
Powiedziała z wyczuwaną nutką nagany w głosie. Ja tylko przytuliłam ją mocno wzdychając cicho.
- Trzymaj się Alison i cokolwiek chcesz zrobić rób zgodnie z sercem.
Nie patrząc za siebie wyszłam zatopiona we własnych myślach. Spotkanie z Alanem miałam dopiero za dobrą godzinę, więc poszłam do jednej ze swoich ulubionych restauracji. Usiadłam pod samym oknem i zamówiłam kawę, wtedy właśnie usłyszałam jego głos. Wyprostowałam się a po moich plecach przebiegł zimny dreszcz. Uniosłam wzrok i spojrzałam w kierunku, z którego dobiegała rozmowa. Ujrzałam go z jakąś niezwykłej urody blondynką, która wyraźnie śliniła się do niego nad stolikiem, co chwila trzepocząc rzęsami. Nie wiedząc sama dlaczego skrzywiłam się i na moje nieszczęście moje spojrzenie skrzyżowało się z jego. Nie wiem ile czasu trwało nasze mierzenie się wzajemne wzrokiem. Wyraźnie czułam swoje bijące serce i mogłam być pewna, że na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Przełamując się zagryzłam nerwowo dolną wargę i odwróciłam wzrok. Po krótkiej chwili, która wydawała mi się wiecznością wciąż czują na sobie jego świdrujący wzrok wstałam zostawiając odpowiednią kwotę pod spodkiem kawy, której nawet nie tknęłam. Szybkim i drżącym krokiem wyszłam na ulicę. Jednak gdy uderzyła we mnie fala lodowatego wiatru cofnęłam się wpadając prosto w silne objęcia mężczyzny. Zaczynają cicho przepraszać odwróciłam głowę i napotkałam uważne oraz wyraźnie rozbawione spojrzenie czekoladowych oczu należących do samego Styles`a, który trzymał obecnie swe dłonie na mojej talii.
- Jak kot?
Zapytał jak gdyby nigdy nic. Nabrałam gwałtownie powietrza do płuc i odpowiedziałam chcąc wyswobodzić się z jego uścisku, nie mogąc już wytrzymać jego dotyku. On jednak widocznie miał inne plany mocno mnie przy sobie trzymając.
- Oddałam go do przyjaciółki, nie mam czasu na zwierzęta.
Powiedziałam, co tylko po części było prawdą. Nie wzięła go, bo przypominał jej o nim, ale tego za żadne skarby nie mogła mu wyznać.
- Mimo iż nie lubię kotów chciałbym osobiście sprawdzić jak się ma, panno... Petrova?
- To nie będzie konieczne Styles.
Syknęłam wreszcie uwalniając się z jego uścisku.
- Mówiłem szczerze, proszę się nie denerwować.
Rozbawiony wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Przysunął ją w moją stronę, ale tylko pokręciłam przecząco głową w zamyśleniu szepcząc pod nosem.
- Prześladuje mnie...
On tylko spojrzał na mnie marszcząc brwi widocznie słysząc mój szept.
- Co?
- Mówiłam, że jestem umówiona. Żegnaj..
Powiedziałam odwracając się i zaczynając odchodzić.
- Nawet nie zdradziłaś mi swojego imienia!
Krzyknął za mną, ale ja tylko uśmiechnęłam się pod nosem odchodząc na tyle daleko by dźwięki ulicy go zagłuszyły.
- Znowu nie dasz mi spać.
Szepnęłam sama do siebie kręcąc głową.

 
- Znowu nie dasz mi spać.
Usłyszałam słowa męża tuż przy uchu. Uśmiechnęłam się do niego i swoich wspomnień odpowiadając.
- Potraktuj to jako zapłatę...
Zabrałam dłoń z jego kolana uśmiechając się niewinnie i wstałam od stołu po skończonym już posiłku.
 
 
****
Rozdział powstał  w wyniku wielu próśb. hmm, a komu dedykuję? Zuza.. Tobie, bo na serio wtedy ... to wszystko było tak skomplikowane.

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 1.


Zegar wskazywał równą północ. Tupot małych stóp rozległ się koło mojej głowy. Z rozleniwieniem otworzyłam jedno oko i spojrzałam na dwójkę naszych dzieci stojących przy łóżku z podekscytowanymi uśmiechami oraz błyskiem w ich maleńkich, idealnych twarzyczkach. Podpierając się na łokciach spojrzałam najpierw na Susie, a później na Scotta i szeptem zapytałam:
-Co wy tu robicie, wszystkie grzeczne dzieci już dawno śpią.
Dzieci spojrzały po sobie i pierwsza z przejęciem w głosie odezwała się córka.
-Mamy prezent dla taty.. i nie mogliśmy spać, bo chcielibyśmy już go mu dać. Nie jesteś zła, prawda mamo?
Uśmiechnęłam się do nich czule i spojrzałam kątem oka na śpiącego małżonka. Niewiele się zastanawiając przesunęła się bliżej niego robiąc miejsce dla dzieci, które rozumiejąc aluzję wsunęły się pod kołdrę.
-A teraz. Tak w tajemnicy.. Powiedzcie co dla niego macie.
Szeptałam konspiracyjnie patrząc na swoje skarby.
-Drake i Char, pomogli nam złożyć drewniany model .. – tu miejsce miało ziewnięcie synka - .. samochodu. Takiego jak ma tatuś Vey.. Vey..
-Veyrona. – dokończyłam i ucałowałam jego czółko. – Możecie dać prezent razem, a teraz może damy sobie czas i pójdziemy spać, bo rano..
Nie dokończyłam, bo natychmiast przerwano mi z typowym dla dzieci jękiem.
- A bajka na dobranoc?
Udając że tylko rozważam tą kwestię, podrapałam się po brodzie, ale widząc ich zniecierpliwione miny zaczęłam swoją opowieść.

Po wyjściu ze starej kamieniczki przyjaciółki zadrżałam delikatnie, ponieważ uliczka, na której się znalazłam była ciemna i pełna zaułków, które skrywały sobie bóg jeden wie co. Zacisnęłam dłonie w pięści, jak zawsze gdy chciałam dodać sobie odwagi, zagryzłam wargę i już miałam ruszyć we właściwym kierunku, kiedy usłyszałam cichy pomruk wydobywający się z kąta. Spuściłam wzrok i z rozczuleniem zauważyłam, że to mały czarny kot, który ledwo był widoczny w tym mroku. Ukucnęłam więc przy nim i wzięłam na ręce głaszcząc go. Z zafascynowaniem zaśmiałam się cicho czując miękkość jego futra. Nie zauważyłam nawet, kiedy ktoś podszedł i stanął przyglądając mi się, dopiero gdy cicho chrząknął uniosłam swój wzrok. Zlustrowałam go wzrokiem, aż w końcu zatrzymałam swój wzrok na jego idealnie męskiej twarzy, z lekkim zarostem i delikatnym uśmiechem, za który można by zabić. Przeszedł mnie dreszcz i spuściłam wzrok wstając z klęczek, nie do końca rozumiejąc swoje skołatane serce. Zadałam pytanie bardzo cicho starając się nie unosić na niego swojego spojrzenia.
-To pański kot?
W odpowiedzi usłyszałam tylko niski, gardłowy chichot, jednak spojrzałam na niego i uniosłam jedną brew pierwszy raz zaglądając w jego czekoladowe tęczówki.
-Powiedziałam coś bardzo zabawnego?
Zapytałam ponownie sama powstrzymując śmiech. On tylko pokręcił głową i z szelmowskim uśmiechem zagryzając wargę odpowiedział.
-On zawsze się tu plącze, chyba powinnaś go przygarnąć.
Wzruszył ramionami i nerwowo rozejrzał się na boki.
-Chyba tak zrobię..
-Ale zdecydowanie nie powinnaś stać tu sama o tej porze.. Nie jest tu bezpiecznie.
Ostrzegł, a ja już nie powstrzymałam śmiechu.
-Czym Cię rozbawiłem? Mówię całkiem serio.
Mruknął głosem nieznoszącym sprzeciwu przysuwając się niebezpiecznie blisko i łapiąc mnie za ramię.
-Dobrze Ci radzę.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem zdając sobie sprawę, że dzielił ich teraz już tylko kot.
-Kim jesteś, że chcesz mówić mi co powinnam, a czego nie..
-Nathan Styles, jeśli musisz wiedzieć, a teraz proszę Cię dojdź do głównej ulicy i złap taksówkę.
Prychnęłam zirytowana i syknęłam.
-Nikt nie będzie mówił Petrova’ej , co ma robić, ale nie mam też zamiaru dłużej tu przebywać.
Obróciłam się napięcie i prawie odbiegając zniknęłam za zakrętem. Dopiero dużo później uświadomiłam sobie z kim miałam do czynienia. Siedząc w taksówce, głaszcząc kota przyswajałam informacje. Czy pamięć mnie myliła, czy to właśnie o nim z tym błyskiem w oku opowiadała Alison.. Styles, to nazwisko, jego dotyk na moim ramieniu, spojrzenie. Moje serce zamarło, a czas jakby stanął dla mnie w miejscu.

Zamyślona chwilę nic nie mówiłam, z tego stanu wyrwał mnie dopiero delikatny dotyk dłoni męża na moim biodrze. Uśmiechnęłam się błogo i kątem oka zauważając, że dzieci zasnęły musnęłam jego usta .
-Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin najukochańszy..
Szeptałam wprost do jego ust.

 

******
Dedykacja oczywista. Wszystkiego najlepszego Daniel.

wtorek, 12 lutego 2013

Bohaterowie.

Martha Katherine Petrova everythong-about-everything:

Tumblr on We Heart It - http://weheartit.com/entry/51892893/via/caroline_skornova

Nathan `Fox` Styles

Alison `Ali` Smith
welcometogoshen-rp:

Jasmine Morichino ~ Born:1979 ~ Looks: 18 ~ FC: Selena Gomez ~ RESERVED
Vampire
High School Senior at St.Vincent’s Catholic High School
Lives with Gemini Family
Feeds on teenage boys and girls
Her Past: Always loved, never hated Jasmine was the girl that everyone could count on. She was often pinned as the nerd because she was so shy, always did her work and never dared step out of line. She was miss perfect as many called her, but it wasn’t a complete lie. Jasmine hated those party type people who didn’t care about their future at all. She was a snob in not so many words who only cared about herself, dressed modestly and always made others feel like they were beneath her. Her senior prom was coming up which didn’t plan on attending, but in a strange twist of events the captain of the Hockey team asked her to be his date. Then after he invited her to a party which she was hesitant about but went anyway. There was a girl there who was dancing with everyone, kissing on all the guys and acting like a complete mess so of course Jasmine made a snide comment. The girl let Jasmine know that the only reason why she was invited was because of a bet. It hurt, but Jasmine covered it by saying something about STD’s which was the last straw. That girl at the party? That was Aimee. And she wasn’t very happy.
Her Present: Jasmine found herself in Goshen where, unfortunately it’s also where Aimee lives. Now she’s forced to play nice with the Noctus member yet there’s still that burning hatred inside. She wants to destroy them, tear apart everything they’ve built up and then build her own empire. For now she lives with a very nice ghost family where she gives off the vibe as the perfect little house guest. No one even expects that she’s a seething bitch underneath her candy coated exterior. Even at school she’s one of the nicest girls to anyone who walks her way because the more allies she has, the better the chances of a complete overthrow. Jasmine doesn’t focus on partying, hooking up or any of those teenage things. No, she’s too busy plotting and planning away to even notice that someone even likes her. It kills her inside though that she has so much anger pent up, but it’s a sacrifice.

Alan Mark Salvatore

Dexter Gerard Sullivian

Violetta Stephanie Salvatore

Michael Patrick Petrovy

Emily Becca Pearson

Drake Nathan Styles

Amy Evelyn Raiver

Elizabeth `Beth` Riddle

Satanella `Satan` Longdon

Lana Keira Evans

Marine Sophie Brown

Alexander Philip Brown