Pierwsze promienie
słońca przebijały się przez chmury. Wstające słońce zwiastowało nadejście
nowego dnia. Siedząc na dachu klubu zerknęłam na Anastazję, która obracała w
swoich szczupłych palcach zapalonego papierosa. Przyglądałam się spod półprzymkniętych
powiek powoli wypuszczając dym z ust.
-Powiesz mi wreszcie o
kim mi opowiadasz od kilku godzin? Przecież Ty z góry skazujesz się na
cierpienie, znów.. Proszę, powiedz mi..
-Ass, to nie takie
proste, jeżeli wiesz, że coś jest złe od a do z, nie wchodzisz w to, prawda?
Pewnie mnie nie zrozumiesz.
Szepnęłam rzucając
niedopałek w dół. Westchnęłam głęboko, czując, że zachowuję się irracjonalnie.
Położyłam obie dłonie niepewnie na brzuchu i starając się oddychać spokojnie,
pogłaskałam się po nim. Przyjaciółka także zgasiła papierosa i spojrzała na
mnie mrużąc lekko oczy przez rażące słońce.
-Co z dzieckiem..
Alanem?
-A co ma być? Przecież
zapomnę, to dziecko potrzebuje ojca, potrzebuje Alana. Nie jestem egoistką, nie
bój się, nie pójdę za głosem serca.
Pokręciłam energicznie
głową, starając się wymazać z pamięci obrazy, które co kilka chwil pojawiały
się w moich myślach. Nie bezpiecznie mąciły one każdą inną myśl, doprowadzając
do marzeń niemożliwych.
-Pomyśl czasem o swoim
szczęściu, Martho. Chociaż raz nie daj odebrać sobie tego, co Ci się należy.
-Dziękuję, że jesteś,
nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
Odszepnęłam obejmując ją
i mocno przytulając.
-Kocham Cię,
śnieżynko.
Usłyszałam i
uśmiechnęłam się delikatnie, po czym cicho sama odpowiedziałam.
-A ja Ciebie,
kruszynko.
Obie zachichotałyśmy,
a ja musnęłam jej policzek ustami, wiedząc, że przyjaciółka martwi się o nią
bardziej niż ktokolwiek inny.
(...)
Starając się myśleć
pozytywnie, po powrocie do domu poszłam najzwyczajniej w świecie spać. Przed
tym jednak przeczytałam wiadomość zostawioną mi przez Alana.
„Przepraszam za
wczoraj,
mam nadzieję,
że udał Ci się popisowy numer.
Będę wieczorem.
Kocham Cię Alan”
mam nadzieję,
że udał Ci się popisowy numer.
Będę wieczorem.
Kocham Cię Alan”
Mimo wszystko
ucieszyłam się widząc te ostatnie słowa, kochałam go, a przede wszystkim dbałam
i myślałam o naszym dziecku, które potrzebowało nas oboje. Mając w głowie
pewien zarys, usnęłam.
(...)
Po przebudzeniu
zaczęłam wcielać w życie plan, który wymyśliłam wcześniej. Pierwsze kroki
pokierowałam do kuchni, tam znalazłam wszystko czego potrzebowałam, by
przygotować ulubioną sałatkę Alana. Krzątając się między półkami i blatami
śpiewałam na cały głos razem z Laną del Rey. Kiedy skończyłam, uśmiechnęłam się
czując dumę z tego, że wypełniłam pierwszy punkt planu. Chciałam wszystko
naprawić tą kolacją, udowodnić samej sobie, że to ma jakikolwiek sens, że
kocham go..
***
krótko, ale jutro dodam kolejny :)















