sobota, 18 maja 2013

Rozdział 6.


Pierwsze promienie słońca przebijały się przez chmury. Wstające słońce zwiastowało nadejście nowego dnia. Siedząc na dachu klubu zerknęłam na Anastazję, która obracała w swoich szczupłych palcach zapalonego papierosa. Przyglądałam się spod półprzymkniętych powiek powoli wypuszczając dym z ust.
-Powiesz mi wreszcie o kim mi opowiadasz od kilku godzin? Przecież Ty z góry skazujesz się na cierpienie, znów.. Proszę, powiedz mi..
-Ass, to nie takie proste, jeżeli wiesz, że coś jest złe od a do z, nie wchodzisz w to, prawda? Pewnie mnie nie zrozumiesz.
Szepnęłam rzucając niedopałek w dół. Westchnęłam głęboko, czując, że zachowuję się irracjonalnie. Położyłam obie dłonie niepewnie na brzuchu i starając się oddychać spokojnie, pogłaskałam się po nim. Przyjaciółka także zgasiła papierosa i spojrzała na mnie mrużąc lekko oczy przez rażące słońce.
-Co z dzieckiem.. Alanem?
-A co ma być? Przecież zapomnę, to dziecko potrzebuje ojca, potrzebuje Alana. Nie jestem egoistką, nie bój się, nie pójdę za głosem serca.
Pokręciłam energicznie głową, starając się wymazać z pamięci obrazy, które co kilka chwil pojawiały się w moich myślach. Nie bezpiecznie mąciły one każdą inną myśl, doprowadzając do marzeń niemożliwych.
-Pomyśl czasem o swoim szczęściu, Martho. Chociaż raz nie daj odebrać sobie tego, co Ci się należy.
-Dziękuję, że jesteś, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
Odszepnęłam obejmując ją i mocno przytulając.
-Kocham Cię, śnieżynko.
Usłyszałam i uśmiechnęłam się delikatnie, po czym cicho sama odpowiedziałam.
-A ja Ciebie, kruszynko.
Obie zachichotałyśmy, a ja musnęłam jej policzek ustami, wiedząc, że przyjaciółka martwi się o nią bardziej niż ktokolwiek inny.
(...)
Starając się myśleć pozytywnie, po powrocie do domu poszłam najzwyczajniej w świecie spać. Przed tym jednak przeczytałam wiadomość zostawioną mi przez Alana.
„Przepraszam za wczoraj,
mam nadzieję,
że udał Ci się popisowy numer.
Będę wieczorem.
Kocham Cię Alan”
Mimo wszystko ucieszyłam się widząc te ostatnie słowa, kochałam go, a przede wszystkim dbałam i myślałam o naszym dziecku, które potrzebowało nas oboje. Mając w głowie pewien zarys, usnęłam.
(...)
Po przebudzeniu zaczęłam wcielać w życie plan, który wymyśliłam wcześniej. Pierwsze kroki pokierowałam do kuchni, tam znalazłam wszystko czego potrzebowałam, by przygotować ulubioną sałatkę Alana. Krzątając się między półkami i blatami śpiewałam na cały głos razem z Laną del Rey. Kiedy skończyłam, uśmiechnęłam się czując dumę z tego, że wypełniłam pierwszy punkt planu. Chciałam wszystko naprawić tą kolacją, udowodnić samej sobie, że to ma jakikolwiek sens, że kocham go.. 

***
krótko, ale jutro dodam kolejny :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz