-Co Ty tu robisz?
Szepnęła Lily wciągając
mnie do garderoby na tyłach Klubu Nocnego Mystery.
-Przyszłam potańczyć,
przecież...
-W Twoim stanie?
-Mój klub, moje zasady..
-W Twoim stanie?
-Mój klub, moje zasady..
Mruknęłam i wyrwałam
się z jej uścisku podchodząc do lustra. Usiadłam przed nim i zaczęłam szykować
się do występu, a w odbiciu widziałam zaciśnięte w cienką linię usta Lily. Źle
ją potraktowałam, zbyt wiele jej zawdzięczam by tak się zachowywać. Wzięłam
głęboki wdech i spojrzałam jej prosto w oczy.
-Potrzebuję dziś tego
występu.. Proszę nie martw się.
Podeszłam do niej powoli i ujęłam jej dłonie w swoje.
-Jako kierownik artystyczny mogę Ci tego zabronić..
Zaczęła, ale przerwałam jej spokojnym głosem.
-Ale jako przyjaciółka mi tego nie zrobisz.
Podeszłam do niej powoli i ujęłam jej dłonie w swoje.
-Jako kierownik artystyczny mogę Ci tego zabronić..
Zaczęła, ale przerwałam jej spokojnym głosem.
-Ale jako przyjaciółka mi tego nie zrobisz.
Musnęłam jej policzek
ustami i weszłam za parawan by zrzucić swe codzienne ubrania i zamienić je na
te sceniczne. Kiedy wróciłam Lily już nie było. Wzruszyłam tylko ramionami i
przejrzałam się w lustrze by sprawdzić czy widać jeszcze siny policzek. W
słabym świetle nie było widać prawie nic, lecz światła na scenie nie
gwarantowały tego komfortu. Syknęłam cicho i wybiegłam z garderoby by zdążyć
przed występem rozmówić się z kimś od naświetlenia. Dzisiejszy występ będzie
wyjątkowy..
Pierwsze rytmy
zmysłowej melodii wybrzmiały. Na scenie byłam sama, nie potrzebowałam nikogo,
moje ciało było moim instrumentem, który dokładnie wiedziałam jak użyć być
podziałać na zmysły publiki.
Dzięki grze światła
widownia nie widziała mojej twarzy lecz tylko moje ciało. Ubrana byłam w
charakterystyczny, czarny gorset bez zbędnych kokardek, który jedynie w
niektórych miejscach połyskiwał dla podkreślenia mojej figury i kształtów.
Wszystko dopracowane do ideału. Co do układu nie ćwiczyłam go zbyt długo, więc
większość gestów i ruchów wymyślałam dopiero na scenie.
Melodia dochodziła do
crescendo, z widowni słychać było oklaski uznania. Krokiem kocicy zbliżyłam się
do rurki, złapałam ją pewnie rękami i zwinnie oplotłam się wokół niej nogami,
powoli zsuwając się w dół, wykonując subtelne i działające na zmysły ruchy.
Kiedy byłam już na samym dole światło zgasło, a występ się skończył. Wiedziałam
że miło mojego stanu poszło mi znakomicie. Lekko dysząc, szybko zniknęłam za
sceną.
Pierwszy podbiegł do
mnie Dexter, najlepszy przyjaciel, którego bym nie poznała gdyby nie Lils.
Idealnie dobrana z nich para, to była jedyna myśl która jako pierwsza pojawiła
się w mojej głowie gdy widziałam ich razem. Wtulona w ramiona Dexa zaśmiałam
się cicho i sapnęłam głośno ze zmęczenia.
-Comment ça va? –
zapytał po francusku, a ja uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Très bien. –
odpowiedziałam szybko i puściłam go chcąc jak najszybciej wrócić do garderoby i
przebrać się.
Panował półmrok, więc
tylko orientacyjnie wiedziałam dokąd idę. Dla pewności trzymałam się więc
ściany. Pogrążona we własnych myślach pozwoliłam sobie na chwilę wyłączyć
wszystko co mnie wokół otaczało. Z tej mgiełki zapomnienia wyrwały mnie
położone na moich biodrach silne dłonie, które zacisnęły się i zmusiły mnie do obrócenia
się przodem do nieznanego mężczyzny. Jęknęłam cicho, a zaraz potem przeżyłam
coś, czego nie zapomnę do końca życia. Mężczyzna wbił mnie swoimi biodrami w ścianę, a nadgarstki za które mnie złapał
zacisnął nad moją głową. Wszystko działo się bardzo szybko. Mimo cudownego
zapachu perfum połączonego z tytoniem, zadrżałam, a w głowie pojawiła się jedna
myśl „zrań go i uciekaj!”. Zaraz potem moje usta złączyły się z niego, a w
moich żyłach wybuchł pożar, niemożliwy do ugaszenia. Porzuciłam swe myśli o
ucieczce całkowicie się zatracając.
Nie wiem ile czasu
trwał pocałunek, ale z każdą chwilą stawałam się coraz bardziej uległa.
Otworzyłam oczy, a on zrobił to samo. Jedyne co widziałam w ciemności to jego
czekoladowe, błyszczące oczy wpatrujące się we mnie. Ponownie przeszedł mnie
dreszcz, tym razem nie strachu, lecz pożądania by posmakować go jeszcze raz, o
wiele mocniej, bardziej.
Słysząc rozmowy na
końcu korytarza i zbliżających się do nas ludzi, on gwałtownie odsunął się
zostawiając w mej dłoni małą karteczkę. Zacisnęłam na niej palce i oblizałam
usta czując jeszcze na nich jego smak. On zniknął, a ja wbiegłam do garderoby.
W słabym świetle odczytałam co zawiera tajemnicza karteczka. Oparłam się o
drzwi i zsunęłam na ziemię szepcząc sama do siebie.
-Styles.. To nie
mogłeś być Ty.
*****
Tak.. długo nie
pisałam, ale jest.. Miałam nie kończyć tego opowiadania, zmieniłam zdanie.
Niech się dzieje co chce.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz