piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 2.


Czasem tak trudno wytłumaczyć rzeczy tak oczywiste, tym bardziej, gdy w grę wchodzą pytania dzieci. Chyba ta kwestia męczy każdego rodzica, choć czasem potrafi również doprowadzić do śmiechu, aż łzy płyną po policzkach. Więc kiedy siedzieliśmy całą rodziną przy śniadaniu prawie zakrztusiłam się sokiem, gdy syn zadał niewinne wręcz pytanie.
-Dlaczego tata od razu nie był z Tobą mamo?
-Bo wtedy tata był zakochany w innej pani. Nie wszystko się tak od razu układa Scott, ale jeżeli to przeznaczenie.. to dusze sobie zapisane w niebie w końcu złączą się tu na ziemi.
Spojrzałam na męża siedzącego obok i pod stołem delikatnie ścisnęłam jego udo, na co on odpowiedział mi uśmiechem i spojrzeniem jego czekoladowych oczu, w których się zakochałam.

Odwróciłam się tyłem do niej i zerknęłam za okno. Pogoda pozostawiała wiele do życzenia, ale tak wyglądał Londyn prawie każdego dnia. Powróciłam wzrokiem do przyjaciółki posyłając jej czuły uśmiech.
- Powinnaś się zastanowić Ali, obie wiemy jaki jest James, ale kocha Cię. Rozstanie to poważna sprawa. Zawalcz, miłość to w dużej mierze walka.
- Wiem. Tu nie chodzi o niego tak na prawdę... Tylko o mnie, pokochałam kogoś innego.
Zmarszczyłam brwi i włożyłam do ust ciastko, wiedząc że nie muszę naciskać. Ona zawsze wszystko mówiła i vice-versa.
- Pamiętasz Nathana Styles`a?
Zapytała mnie, a mnie ciastko utknęło w przełyku. Dopiero po dłuższej chwili uniosłam na nią spojrzenie mając przed oczyma spotkanie z przed paru dni, które nie dawało mi normalnie funkcjonować i spać.
- Tak, bardzo dobrze pamiętam jak mi o nim opowiadałaś.
Szepnęłam dobrze wiedząc co zaraz usłyszę. Zacisnęłam usta w linie i ugryzłam się w język starając się trzymać emocje na wodzy.
- To on, to jego pokochałam.
Usłyszałam słowa mojej najlepszej przyjaciółki, które sprawiły że poczułam się jak dusza w nie swoim ciele.
- Ali, przepraszam chyba się zasiedziałam. Alan pewnie już czeka na dole.
Tłumaczyłam pospiesznie zbierając swoje rzeczy i narzucając na siebie płaszcz.
-Wciąż umawiasz się z Salvatore`m?
Powiedziała z wyczuwaną nutką nagany w głosie. Ja tylko przytuliłam ją mocno wzdychając cicho.
- Trzymaj się Alison i cokolwiek chcesz zrobić rób zgodnie z sercem.
Nie patrząc za siebie wyszłam zatopiona we własnych myślach. Spotkanie z Alanem miałam dopiero za dobrą godzinę, więc poszłam do jednej ze swoich ulubionych restauracji. Usiadłam pod samym oknem i zamówiłam kawę, wtedy właśnie usłyszałam jego głos. Wyprostowałam się a po moich plecach przebiegł zimny dreszcz. Uniosłam wzrok i spojrzałam w kierunku, z którego dobiegała rozmowa. Ujrzałam go z jakąś niezwykłej urody blondynką, która wyraźnie śliniła się do niego nad stolikiem, co chwila trzepocząc rzęsami. Nie wiedząc sama dlaczego skrzywiłam się i na moje nieszczęście moje spojrzenie skrzyżowało się z jego. Nie wiem ile czasu trwało nasze mierzenie się wzajemne wzrokiem. Wyraźnie czułam swoje bijące serce i mogłam być pewna, że na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Przełamując się zagryzłam nerwowo dolną wargę i odwróciłam wzrok. Po krótkiej chwili, która wydawała mi się wiecznością wciąż czują na sobie jego świdrujący wzrok wstałam zostawiając odpowiednią kwotę pod spodkiem kawy, której nawet nie tknęłam. Szybkim i drżącym krokiem wyszłam na ulicę. Jednak gdy uderzyła we mnie fala lodowatego wiatru cofnęłam się wpadając prosto w silne objęcia mężczyzny. Zaczynają cicho przepraszać odwróciłam głowę i napotkałam uważne oraz wyraźnie rozbawione spojrzenie czekoladowych oczu należących do samego Styles`a, który trzymał obecnie swe dłonie na mojej talii.
- Jak kot?
Zapytał jak gdyby nigdy nic. Nabrałam gwałtownie powietrza do płuc i odpowiedziałam chcąc wyswobodzić się z jego uścisku, nie mogąc już wytrzymać jego dotyku. On jednak widocznie miał inne plany mocno mnie przy sobie trzymając.
- Oddałam go do przyjaciółki, nie mam czasu na zwierzęta.
Powiedziałam, co tylko po części było prawdą. Nie wzięła go, bo przypominał jej o nim, ale tego za żadne skarby nie mogła mu wyznać.
- Mimo iż nie lubię kotów chciałbym osobiście sprawdzić jak się ma, panno... Petrova?
- To nie będzie konieczne Styles.
Syknęłam wreszcie uwalniając się z jego uścisku.
- Mówiłem szczerze, proszę się nie denerwować.
Rozbawiony wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Przysunął ją w moją stronę, ale tylko pokręciłam przecząco głową w zamyśleniu szepcząc pod nosem.
- Prześladuje mnie...
On tylko spojrzał na mnie marszcząc brwi widocznie słysząc mój szept.
- Co?
- Mówiłam, że jestem umówiona. Żegnaj..
Powiedziałam odwracając się i zaczynając odchodzić.
- Nawet nie zdradziłaś mi swojego imienia!
Krzyknął za mną, ale ja tylko uśmiechnęłam się pod nosem odchodząc na tyle daleko by dźwięki ulicy go zagłuszyły.
- Znowu nie dasz mi spać.
Szepnęłam sama do siebie kręcąc głową.

 
- Znowu nie dasz mi spać.
Usłyszałam słowa męża tuż przy uchu. Uśmiechnęłam się do niego i swoich wspomnień odpowiadając.
- Potraktuj to jako zapłatę...
Zabrałam dłoń z jego kolana uśmiechając się niewinnie i wstałam od stołu po skończonym już posiłku.
 
 
****
Rozdział powstał  w wyniku wielu próśb. hmm, a komu dedykuję? Zuza.. Tobie, bo na serio wtedy ... to wszystko było tak skomplikowane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz