środa, 13 lutego 2013

Rozdział 1.


Zegar wskazywał równą północ. Tupot małych stóp rozległ się koło mojej głowy. Z rozleniwieniem otworzyłam jedno oko i spojrzałam na dwójkę naszych dzieci stojących przy łóżku z podekscytowanymi uśmiechami oraz błyskiem w ich maleńkich, idealnych twarzyczkach. Podpierając się na łokciach spojrzałam najpierw na Susie, a później na Scotta i szeptem zapytałam:
-Co wy tu robicie, wszystkie grzeczne dzieci już dawno śpią.
Dzieci spojrzały po sobie i pierwsza z przejęciem w głosie odezwała się córka.
-Mamy prezent dla taty.. i nie mogliśmy spać, bo chcielibyśmy już go mu dać. Nie jesteś zła, prawda mamo?
Uśmiechnęłam się do nich czule i spojrzałam kątem oka na śpiącego małżonka. Niewiele się zastanawiając przesunęła się bliżej niego robiąc miejsce dla dzieci, które rozumiejąc aluzję wsunęły się pod kołdrę.
-A teraz. Tak w tajemnicy.. Powiedzcie co dla niego macie.
Szeptałam konspiracyjnie patrząc na swoje skarby.
-Drake i Char, pomogli nam złożyć drewniany model .. – tu miejsce miało ziewnięcie synka - .. samochodu. Takiego jak ma tatuś Vey.. Vey..
-Veyrona. – dokończyłam i ucałowałam jego czółko. – Możecie dać prezent razem, a teraz może damy sobie czas i pójdziemy spać, bo rano..
Nie dokończyłam, bo natychmiast przerwano mi z typowym dla dzieci jękiem.
- A bajka na dobranoc?
Udając że tylko rozważam tą kwestię, podrapałam się po brodzie, ale widząc ich zniecierpliwione miny zaczęłam swoją opowieść.

Po wyjściu ze starej kamieniczki przyjaciółki zadrżałam delikatnie, ponieważ uliczka, na której się znalazłam była ciemna i pełna zaułków, które skrywały sobie bóg jeden wie co. Zacisnęłam dłonie w pięści, jak zawsze gdy chciałam dodać sobie odwagi, zagryzłam wargę i już miałam ruszyć we właściwym kierunku, kiedy usłyszałam cichy pomruk wydobywający się z kąta. Spuściłam wzrok i z rozczuleniem zauważyłam, że to mały czarny kot, który ledwo był widoczny w tym mroku. Ukucnęłam więc przy nim i wzięłam na ręce głaszcząc go. Z zafascynowaniem zaśmiałam się cicho czując miękkość jego futra. Nie zauważyłam nawet, kiedy ktoś podszedł i stanął przyglądając mi się, dopiero gdy cicho chrząknął uniosłam swój wzrok. Zlustrowałam go wzrokiem, aż w końcu zatrzymałam swój wzrok na jego idealnie męskiej twarzy, z lekkim zarostem i delikatnym uśmiechem, za który można by zabić. Przeszedł mnie dreszcz i spuściłam wzrok wstając z klęczek, nie do końca rozumiejąc swoje skołatane serce. Zadałam pytanie bardzo cicho starając się nie unosić na niego swojego spojrzenia.
-To pański kot?
W odpowiedzi usłyszałam tylko niski, gardłowy chichot, jednak spojrzałam na niego i uniosłam jedną brew pierwszy raz zaglądając w jego czekoladowe tęczówki.
-Powiedziałam coś bardzo zabawnego?
Zapytałam ponownie sama powstrzymując śmiech. On tylko pokręcił głową i z szelmowskim uśmiechem zagryzając wargę odpowiedział.
-On zawsze się tu plącze, chyba powinnaś go przygarnąć.
Wzruszył ramionami i nerwowo rozejrzał się na boki.
-Chyba tak zrobię..
-Ale zdecydowanie nie powinnaś stać tu sama o tej porze.. Nie jest tu bezpiecznie.
Ostrzegł, a ja już nie powstrzymałam śmiechu.
-Czym Cię rozbawiłem? Mówię całkiem serio.
Mruknął głosem nieznoszącym sprzeciwu przysuwając się niebezpiecznie blisko i łapiąc mnie za ramię.
-Dobrze Ci radzę.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem zdając sobie sprawę, że dzielił ich teraz już tylko kot.
-Kim jesteś, że chcesz mówić mi co powinnam, a czego nie..
-Nathan Styles, jeśli musisz wiedzieć, a teraz proszę Cię dojdź do głównej ulicy i złap taksówkę.
Prychnęłam zirytowana i syknęłam.
-Nikt nie będzie mówił Petrova’ej , co ma robić, ale nie mam też zamiaru dłużej tu przebywać.
Obróciłam się napięcie i prawie odbiegając zniknęłam za zakrętem. Dopiero dużo później uświadomiłam sobie z kim miałam do czynienia. Siedząc w taksówce, głaszcząc kota przyswajałam informacje. Czy pamięć mnie myliła, czy to właśnie o nim z tym błyskiem w oku opowiadała Alison.. Styles, to nazwisko, jego dotyk na moim ramieniu, spojrzenie. Moje serce zamarło, a czas jakby stanął dla mnie w miejscu.

Zamyślona chwilę nic nie mówiłam, z tego stanu wyrwał mnie dopiero delikatny dotyk dłoni męża na moim biodrze. Uśmiechnęłam się błogo i kątem oka zauważając, że dzieci zasnęły musnęłam jego usta .
-Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin najukochańszy..
Szeptałam wprost do jego ust.

 

******
Dedykacja oczywista. Wszystkiego najlepszego Daniel.

2 komentarze: