wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział 3.


-Zaufaj mi tak będzie lepiej dla Ciebie.. dla nas Martha.
-Chyba sobie żartujesz Alan..
Prychnęłam oblizując usta i przewracając teatralnie oczami szczerze rozbawiona pomysłem mojego narzeczonego.
-I co dalej? Rodzina? Dzieci? Wyobrażasz sobie mnie jako matkę?
Zalewałam go kolejną falą pytań, widząc jego zawziętą minę.
-Wspólne mieszkanie, to dobre wyjście w naszej sytuacji. Ja mam prace, Ty uczelnie. Widzimy się tyle co nic.
Westchnął patrząc na mnie błagalnym wzrokiem, a ja tylko pokręciłam głową, mając w niej tylko jedną myśl. Wyrwać się stąd, jak najszybciej.
-Muszę to przemyśleć, Ty też powinieneś Alan.
Zagryzłam wargę i zdecydowałam się na odrobinę czułości wobec niego. Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę kanapy, na której usiedliśmy. Objął mnie ramieniem i ucałował moją skroń jak to miał w zwyczaju. Westchnęłam ledwo zauważalnie i wyszeptałam.
-Źle się czuję, powinnam wracać do domu..
-Zostań, zostań ze mną.
Pokręciłam przecząco głową i musnęłam jego kącik ust. Wstając zapytałam.
-Do jutra?
-Do jutra.
Bałam się spojrzeć mu w oczy by nie zobaczyć tego zawodu w jego wzroku, który wyczuwałam na sobie. Zadrżałam, ale to dlatego, że rzeczywiście źle się poczułam. Zawroty głowy męczyły mnie od kilku dni, ale starałam się je ignorować. Byle by dojść do domu.


{...}

 

-Cholera Martha, co Ci jest?
Zapytała Ali patrząc na mnie jedzącą z uwielbieniem jedzącą obiad. Wzruszyłam ramionami i dalej „pałaszowałam”.
-Jesteś w ciąży.
Stwierdziła, a ogórek kiszony zawisnął w połowie drogi do moich ust. Prychnęłam nerwowo i pokręciłam głową.
-Nie możliwe skarbie..
Szepnęłam nerwowo i odsunęłam od siebie jedzenie z lekkim grymasem na twarzy.
-A ja to podejrzewam od dłuższego czasu, proszę.
Podała mi tekst ciążowy, a na zaśmiałam się tylko i z zawziętym wyrazem twarzy wyszłam do łazienki.
Szybko wykonałam test i siedząc na brzegu wanny.
-Już?
Usłyszałam zza drzwi głos przyjaciółki i spojrzałam na test.
Raz.. drugi. A wynik nie zmieniał się.
Był pozytywny.
Wstałam, choć nie czułam pod sobą ziemi. Spojrzałam w lustro, byłam blada jak ściana, ale chciałam zobaczyć w sobie jakieś inne zmiany. Moje spojrzenie, którym teraz na siebie patrzyłam. Puste i zagubione... krzyczące o pomoc.

Wyszłam z łazienki i bez słowa podałam Alison test mijając ją i wchodząc do salonu. Jęknęłam cicho pod nosem widząc, że w czasie gdy siedziałam w łazience nawiedził nas nie kto inny jak Styles. Syknęłam, jednak nie wycofałam się. Usiadłam naprzeciwko niego kompletnie go ignorując i szepcząc pod nosem.
-Wprost idealny moment..
Czułam jego wzrok na sobie, a moja przyjaciółka wciąż nie wchodziła. Widocznie sama przyswajała wiedzę, jak jej kochana współlokatorka właśnie zrujnowała sobie życie.
-Coś nie tak?
Usłyszałam i dopiero wtedy uniosłam na niego wzrok. Gdybym wzrokiem mogła go zabić, zrobiłabym to, miałam na to wielką ochotę.
-Zawsze pojawiasz się nie tam gdzie trzeba Styles.
Zaśmiał się tylko i zagryzł swoją dolną wargę.
-Nie wiedziałem, że znów panią spotkam. Miła niespodzianka.
Spuściłam wzrok, wiedząc że ostatnie słowa specjalnie wypowiedział z nutką sarkazmu. Widocznie nasze uczucia były do siebie podobne.
Z ulgą westchnęłam, gdy do pomieszczenia weszła Ali, złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie.
-Wyszło dziwnie, ale dziś nie mam czasu, Martha ma problem. Potrzebuje przyjaciółki, nie będziesz zły jeśli..
-Odwołamy dzisiejsze spotkanie? Rozumiem.
Dokończył za nią, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
-Czytasz mi w myślach.
Wymruczała Alison, a ja odwróciłam wzrok nie wiedząc czemu, czując ukłucie w sercu. Co to za uczucie do cholery.
-Miło było Cię znowu widzieć Martho.
Usłyszałam, ale już nie spojrzałam na niego pozwalając by wyszedł.
Chwilę później byłam już w objęciach przyjaciółki.
-Co ze mną będzie.. Jak ja powiem Alanowi?
Szeptałam czując pierwszą falę łez na policzkach.

Słysząc dzwonek do drzwi zerwałam się i muskając policzek męża podbiegłam do drzwi. Gdy je otworzyłam zobaczyłam tylko paczkę, a na niej mały liścik.

Pozdrowienia ze słonecznego Paryża. Alan”

Uśmiechnęłam się mimowolnie i wróciłam z prezentem do domu.
-Alan wreszcie przysłał coś Scottowi, tak jak obiecał.
Szepnęłam widząc zdziwiony wzrok ukochanego. On tylko skinął głową i wrócił do swoich papierów, znów tracąc kontakt z rzeczywistością.

 

****
Emm. Z dedykacją dla Karo / Soph. Dziękuję kochanie, że jesteś. Hah i dziękuję Danielowi i Zuzie, którzy dzielnie mnie dopingują. Kocham was.

4 komentarze:

  1. dzięki, skarbie. ale nie musiałaś dedykować tego mnie..

    OdpowiedzUsuń
  2. zaj.ebisty rozdział :3 Masz talent kochanie :*

    OdpowiedzUsuń